Via Ferrata

Posted Hiking

Just before North Cape, in Olderfjord, I met Bartek. While chatting we exchanged some views on life and that’s how we came up with the idea of this adventure.

Via Ferratta, a trip to the mountains, not really a climb but also not a trail to walk, especially not for people with height anxiety.

We chose Zugspittze through the höllentalklamm gorge. A quick phonecall, a question when he’s off and the next day we’re on our way there. Bartek went through Prague to Eschenlohe, I have the same goal but I set off from the north of Poland through Berlin. We arrive there in the evening, I got there a few minutes before Bartek. Dinner and we’re off to bet. We’re to set off at 5AM.

We wake up at dawn, we get to the cars. We’re off to Hammersbach. At the destination we have an option of buing a 12hr parking spot. That’s exactly what we need.

Paper Chart always beter to have one on hand.

We set off, backpacks in our hands and we’re searching for the trail entry. The beginning is picturesque with colourful woods and streams.    

Later the poetry of heat from the sky, with slightly uncovered terrain, we start to feel the legs while going uphill. However it’s not as steep to see it with our eyes straight away. We walk along the river, with tunnels curved in the river, in some places the helmet is getting useful as it gets low & dark. The view of water, it’s noise and colour and the fresh air are amazing. In the valley we see an open area, a river cutting through the middle, with a mass of people by the shelter. We walk past them, we’re planning to take a break later. This way we are getting closer to the glacier. A moment for putting the crampons on, getting some liquids in, grabbing a sandwich. We’re off. As I am wearing a sweatshirt, a hat, shorts I’m startng to feel the temperature, being slightly lower than in the valley, but it’s pleasant. We reach a wall with a ladder, we need to ‘jump over’ the ice gap & head up. Beforehand, we put on our harness, which was bought a day before departure. We climb the ladder up and we arrive at the first rock exposure, the valley is lagging behind and getting smaller. Walking slalom we come across one of the most famous sites of this trail „Brett”- a board. Awesome view. It is safe, but some mountain enthusiasts met on the way have doubts whether to continue the walk.

View from „Das Brett” on
Höllental (hellish valley)

The almost vertical wall and steel rods are pounded at about 1m after which you have to go to the other side for about 30mtr. Someone will ask what’s safe about it? It’s safe the feratta way, a steel rope for the security. So if someone has a bit of common sense, he’ll be fine. But you must admit it’s a spectacular view. Next we climb the rocks washed by a descending glacier. Deep and smooth cracks, where plants are trying to break through the rocks. Every now & then we meet the Slavs, speaking Russian is proving useful at almost every step. Few people meet are from Sankt Petersburg, a couple from Belarus.  Every now & then we meet someone new, a smiling face. One of the most interesting persons met was a guy from Czech Republic who was with two sons, aged between 9 and 12 years old. What are these young people doing on such a trail? It makes no sense to think about it, you can see that they are in a good shape and it’s not their first time in the mountains. Each of them carries its accessories, ropes, ice axes, backpacks, etc. We talk with the father for a while.

Zugspitze Glacier

In the meantime, we learn that he maintains a constant radio contact with someone at the top. Something like insurance in case of trouble. We listened how to make a radio report. We said our goodbyes and continue on the trail. We hit a little green area and take a break. We eat while taking in the spectacular view, there are some people around us but practically nobody talks as everyone is looking around. A few minutes later, we look at each other, nod and head further up. From the greenery we walk again into a red rock landscape, a little climbing, the terrain has become a bit steep and slightly heavier to pass, but the trail is recognizable. In the meantime, one more stop over. We eat chocolate, and we dress up because it has gone cold. After an hour of climbing, the summit emerges. The crowd of visitors, most of them got here using the lift. Some are completely unprepared, judging by their footwear. Despite the lift, to stand at the cross on the top of the hill, you need to walk through the rocks. We sit in the corner behind the cross, we sit there and chat with one more tourist. We finish up the chocolate & drink the tea. A few pictures and we head back to catch the train. Now it’s only the way down, the train takes us from the summit almost to the same parking on where the cars are parked. We dump the equipment, put on light footwear (what a relief 😊 ) get behind the wheel and hit the road. We will stay the night with your friends in Nuremberg. They are already waiting for us with a barbecue. The next day we’ll travel home.


IN POLISH

Tuż przed Nord Kappe, w Olderfjord poznałem Bartka. W tedy w trakcie krótkie rozmowy wymieniliśmy się spostrzeżeniami, i tam padło słowo hasło którego skutkiem jest ten wypad.

Via ferratta, czyli wypad w góry, nie do końca wspinaczka i też nie szlak do spacerowania, zwłaszcza nie dla ludzi z lękiem wysokości.

Wybór padł na Zugspittze po przez wąwóz Höllentalklamm. Szybki telefon pytanie kiedy wolne i już następnego dnia w drodze. Bartek przez Pragę do Eschenlohe, ja ten sam cel lecz staruję z północy polski przez Berlin.

Na miejscu jesteśmy wieczorem, dojechałem kilka minut prze Bartkiem. Kolacja  i spać rano o 5 wyruszamy.

Pobudka rano, zbieramy się do aut. Jedziemy do Hammersbach.
na miejscu parking z możliwością wykupienia min. 12godz postoju, czyli to co nam  potrzeba.

Zaczynamy, plecaki w dłoń i szukamy wejścia na szlak. Początek leśnie kolorowo ze strumykami.

Później poezja słońca żaru z nieba i nieco odkrytych terenów, czujemy nogach że idziemy po górkę. Lecz nie jest na tyle stromo by od razu to dostrzec gołym okiem. Idziemy wzdłuż rzeki, wyrytymi w skale tunelami, gdzie nie gdzie przydaje się kask na głowie, bywa nisko i ciemno, ale jest niesamowicie, widok szum wody jej kolor, i rześkie powietrze. W dolinie odkryty teren rzeka przez środek doliny, i masa ludzi przy schronisku. Przechodzimy obok przerwę zrobimy później. Tym sposobem zbliżamy się do lodowca. Chwila na ubranie raków, uzupełnienie płynów, jakaś kanapka. Idziemy. Ubrany jestem w bluzę czapkę i krótkie spodenki, temp. Wyraźnie niższa niż w dolinie, lecz przyjemna. Dochodzimy do ściany z drabinką, trzeba „przeskoczyć” szczelinę lodową i do góry. Przed tym ubieramy uprzęże w które wyposażyliśmy się dzień przed wyjazdem. Drabinką do góry i trafiamy na pierwszą ekspozycję skalną, dolina pozostaje w tyle i robi się coraz mniejsza. Idąc slalomem natrafiamy na jedno z najbardziej znanych miejsc tego szlaku „Brett” – deska. Widok bomba. Jest bezpiecznie, lecz niektórzy napotkani entuzjaści gór widać mają wątpliwości czy kontynuować spacer.

Niemal pionowa ściana i stalowe pręty wbite co około 1m po których trzeba przejść na druga stronę około 30mtr. Ktoś zapyta co w tym bezpiecznego? A no bezpiecznie to feratta, liny stalowe do asekuracji. Czyli jeśli ktoś ma odrobinę oleju w głowie to nic mu się nie stanie. Lecz przyznać trzeba widok niepowtarzalny. Dalej wspinamy się po skałach porytych przez schodzący lodowiec. Głębokie i gładkie szczeliny, gdzie nie gdzie próbują przebić się rośliny. Co chwilę spotykamy Słowian, rosyjski przydaje się na każdym niemal kroku. Kilku z Sanktpetersburga, parka z Białorusi, co i róż to ktoś nowy, uśmiechnięty. Jedną z ciekawszych osób był Czech z dwójką synów. Pomiędzy 9 – 12 lat. Co tak młodzi robią na takim szlaku? Nie ma sensu dywagować na ten temat, widać że mają kondycję i nie pierwszy raz są w górach, każdy z nich niesie swój osprzęt, liny asekuracyjne, czekany, plecaki itp. Na pierwszy rzut oka widać iż nie pierwszy raz spacerują z tym sprzętem na szlaku. Chwilę rozmawiamy z ojcem.

W miedzy czasie dowiadujemy się że utrzymuje stały kontakt radiowy z kimś na szczycie. Coś w stylu asekuracji w razie kłopotów. Przysłuchaliśmy się jak składa raport. Pożegnaliśmy się i dalej w drogę. Trafiamy na odrobinę zieleni, robimy postój. Jemy rozglądając się dookoła, trochę ludzi lecz praktycznie brak rozmów każdy wpatruje się w okolice. Kilka minut, spoglądamy po sobie skinienie głów idziemy dalej. Z zieleni znów przechodzimy w czerwono skalny krajobraz, trochę wspinaczki, teren zrobił się stromy i nieco cięższy do przejścia, lecz szlak jest czytelny. W między czasie jeszcze jeden postój. Jemy czekoladę, i ubieramy się gdyż zrobiło się wyraźnie zimno. Po godzinie wspinaczki, jak gdyby nigdy nic wyłania się już szczyt. Masa ludzi odwiedzjących, większość wjechała wyciągiem. Niektórzy widać po obuwiu że są nie przygotowani, ponieważ mimo wyciągu, to by stanąć przy krzyżu na szczycie trzeba kawałek podejść po skałach. Siadamy w zakamarku za krzyżem rozmawiamy tam z jeszcze jednym turystą. Zjadamy resztę czekolady dopijamy herbatę. Kilka zdjęć i idziemy na pociąg. Teraz już tylko droga w dół, pociągiem dojeżdżamy ze szczytu pod niemal sam parking na którym stoją auta. Zrzucamy sprzęt, nakładam lekkie obuwie (jaka ulga 😊 ) za kółko i w drogę. Noc spędzimy u znajomych w Norymbergi. Gdzie czekają na nas z Grillem. Następnego dnia do domu. locked0 Li

Comments (0)

Leave a comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *